Stocznia Gdynia S.A. uprzednio Stocznia im Komuny Paryskiej w Gdyni należała do wielkiej grupy Przemysłu Okrętowego w Polsce, obejmującej nie tylko stocznie, lecz również liczne fabryki sprzętu okrętowego, biura projektowo-badawcze i centrale handlowe. Do tej wielkiej grupy należy również zaliczyć zakłady kooperujące z innych przemysłów, jak zakłady H. Cegielski dostarczające silniki okrętowe, huty dostarczające stal, fabryki farb i inne zakłady przemysłowe. Przemysł współpracował również z wyższymi uczelniami, szczególnie z Politechniką Gdańską. Przemysł Okrętowy zatrudniał również stałych rezydentów za granicą mających siedziby w różnych krajach świata.
Tak wielka organizacja musiała więc prowadzić szeroko zakrojoną działalność reklamową, między innymi organizując lub uczestnicząc w wystawach i konferencjach zarówno krajowych jak i zagranicznych. Wymienię kilka z nich, zwłaszcza te, w których osobiście uczestniczyłem.
Muszę przy tym bezstronnie stwierdzić, że potęga polskiego przemysłu okrętowego trwała głównie w czasach PRL. Wkrótce po upadku PRL zbankrutowały stocznie i wiele zakładów kooperacyjnych.
W czasach PRL cała gospodarka, w tym przemysł okrętowy, była scentralizowana.
Centralami handlowymi przemysłu okrętowego był CHZ Centromor (obsługiwał przemysł budowy statków) i Nawimor (obsługiwał stocznie remontowe). W zakresie jurysdykcji tych central był zarówno eksport jak i import dla tych dwóch branż okrętowych. Pod ich egidą prowadzona więc była cała działalność akwizycyjna, a więc wystawy i konferencje, a wypadku organizacji tych imprez przez podmioty zagraniczne, finansowanie w nich uczestnictwa.
Pierwsze moje uczestnictwo w wielkiej imprezie handlowej były Targi Poznańskie. Co prawda były to targi przemysłu lądowego z naciskiem na sektor rolno-spożywczy, niemniej Centromor i Nawimor zawsze organizowały stoiska przemysłu okrętowego, ze szczególnym wyróżnieniem stoczni.
W latach 60-tych trzykrotnie obsługiwałem stoisko stoczni. Dla celów propagandowych, przygotowane i uzgodnione wcześniej kontrakty importowe czy eksportowe podpisywano na targach, co statystycznie znacznie zwiększało targom obrót. Z uwagi na niezbyt chwalebną opinię o Polsce, oprócz skrzyń z eksponatami, dostarczano zawsze skrzynie ze sławną w świecie „wyborową” nazwaną przez nas złośliwie „potato juice”. Uczczenie podpisanych na naszym stoisku kontraktów oblewano więc obficie tym sokiem. Szczególnie nasze stoisko oblegane było przez Skandynawów, jako że w ich krajach obowiązywała częściowa prohibicja.
Inną imprezą godną zanotowania był „Polish Business Days” zorganizowany przez Ambasadę Polską w Kanadzie. Na konferencjach w Toronto i Montrealu wygłosiłem referat na temat produkcji statków w Polsce, zaś Stefan Manitius z Centralnego Biura Konstrukcji Okrętowych wygłosił referat na temat wyposażenia okrętowego produkowanego w Polsce. Były to czasy, w których stocznie polskie produkowały do 100-u statków dalekomorskich rocznie. W moim referacie szczególnie podkreśliłem to osiągnięcie, a uczestnicy konferencji w dyskusji, z niedowierzaniem prosili o potwierdzenie tej wielkości. Po konferencji w Toronto zorganizowano nam wycieczkę do wodospadu Niagara. Trasa wiodła przez tzw drugą Ukrainę, rejon zasiedlony przez emigrantów z Ukrainy. Stąd nazwy miast, ulic, restauracji pisane podwójnie. Po angielsku i Cyrylicą.
Ważną imprezą w kraju była wystawa BALTEXPO i towarzyszące jej konferencje.
Na nich dominowała tematyka morska. Na jednej z tych konferencji wygłosiłem po angielsku referat na temat produkcji stoczniowej. Kolejna działalność akwizycyjna związana była z planowaną przez Stocznię Gdynia budową gazowców przewożących skroplony gaz w niskich temperaturach przy ciśnieniu atmosferycznym.
Stocznia w tym czasie budowała już cztery tankowce skroplonego propanu-butanu /LPG/ w temperaturze – 40 st. C. Przygotowywała się również do bardziej ambitnego zadania, budowy zbiornikowców do przewozu skroplonego gazu ziemnego/metanu/ w temperaturze -160 st. C. Do tego zadania szkolono przez kilka lat projektantów między innymi Edwarda Brasławskiego jako głównego projektanta kadłuba i zbiorników ładunkowych, mnie zaś jako głównego projektanta siłowni i odparowanego ładunku tzw „Boil Off”. Istniały wówczas dwa systemy przewozu LNG. Jeden to norweski system Moss Rosenberg zakładający przewożenie skroplonego gazu w odpowiednio zaizolowanych kulach aluminiowych o średnicach 30 m lub 40 m i do tych kul przystosowano gabaryty 2-go suchego doku, aby kule te kompletnie zbudowane na lądzie, w całości przenieść do kadłuba budowanego w doku.
Drugi to francuski system „Gas Transport”, zakładający przewożenie skroplonego gazu w zbiornikach trapezowych izolowanych skrzyniami ze sklejki wypełnionymi perlitem. Na oba te systemy stocznia zakupiła licencje, których stronę techniczną uzgadnialiśmy z licencjodawcą wspólnie z inż. Brasławskim.
Kolejny mój udział w wystawach i konferencjach związany był z budową gazowców. Najważniejsze były wystawy „Gas Tech”i związane z nimi konferencje. Uczestniczyłem w trzech z nich.
Pierwsza to w Rockefeler Center w Nowym Yorku, gdzie wystawę obsługiwałem ze Zdzichem Iskrą a urządzającym wystawę był Zbyszek Pieńkawa, stały rezydent Centromoru w USA, znany żeglarz w Polsce, mający swe biuro na 55-tym piętrze jednej z wierz World Trade Center.
Druga to wystawa „Gas Tech” w Houston. Tam wysłano nas dwóch. Mnie i Leona Korgula z Centromoru. Zastaliśmy tam zapakowane skrzynie z eksponatami i obowiązkowo skrzynie wyborowej. Żadnego zlecenia firmie instalującej stoiska ani funduszy na zakup narzędzi czy materiałów instalacyjnych nie otrzymaliśmy. Wzięliśmy się do roboty od rana do nocy i w ciągu trzech dni udało się nam urządzić stoisko.
W czasie pracy zwróciłem uwagę, że amerykańscy robotnicy urządzający sąsiedni box stosują dwustronnie klejącą taśmę do układania dywanów podłogowych. Pożyteczna rzecz wcześniej mi nieznana. Zapytałem robotnika czy dałby mi rolkę tej taśmy za 2 butelki wyborowej, jedynego kapitału, którym dysponowałem. Powiedział, że zapyta majstra. Wrócił i powiedział, że tylko za 12 dolarów, gdyż za tyle ją kupili. Podniosłem więc stawkę do 5-ciu butelek. Odpowiedź ta sama. Zagrałem więc „va bank” oferując 10 butelek.
Odpowiedź dalej niezmienna, tylko za 12 dolarów. Stwierdziłem, że amerykanie są nadzwyczaj odporni na korupcję.
Ponieważ dzienna dieta dolarowa starczyłaby jedyne na skromny obiad w restauracji, żywiliśmy się w holu dużego domu towarowego, gdzie sprzedawano sporą porcję żeberek z rożna za 1 dolara. Wokół nas same grube Murzynki. Ale rasizm jest nam obcy.
Sponsor wystawy zorganizował nam wycieczkę na rodeo gdzieś w okolicy Houston. W bramce wejściowej jeden człowiek kasował bilet, drugi wręczał należny z biletem półkilowy stek z frytkami. W Teksasie mniejszych steków nie serwują. Pokaz ciekawy, niemniej z narracji spikera nie zrozumiałem nic. Zapytałem Leona, który znał świetnie angielski, również nic. Jakiś żargon ze specyficznym językiem rodeo. Na przykład słowo rodeo fonetycznie wymawiali „radjo”.
Gas Tech w Houston sponsorował król Arabii Saudyjskiej, przeto na zakończenie wystawy zaprosił nas na przyjęcie w reprezentatywnej sali hotelu Hiat Regency. Stoły uginały się pod wyśmienitymi potrawami mięsnymi, rybnymi, owocami morza i słodyczami, zaś przedstawiciel króla, jego syn z córką siedzieli przy małym stoliku mając przed sobą jedynie po szklance mleka. Leon powiedział: Olek! Jedz, ile wlezie, gdyż musi to nam starczyć na 3 dni. Powiedział tak gdyż przygotowano nam wyjazd niedbale. Diety hotelowe kończyły się nam na 3 dni przed zabukowanym odlotem.
Zastanawialiśmy się, gdzie spać i co jeść. Na szczęście poznaliśmy R. Szajnberga ,byłego projektanta Stoczni Szczecińskiej wydalonego z Polski w czasie czystek syjonistycznych Gomółki, który bardzo tęsknił za Polską, odwiedzał nas codziennie na wystawie i na kryzysowe 3 dni pobytu zaprosił nas do swojego domu. Pracował już 2 lata jako projektant w renomowanej firmie konsultacyjnej w Houston i dorobił się dużego domu i 2-ch samochodów. Mieszkał z żoną, również polką i dwoma córeczkami. Urządził nam również wycieczkę do ośrodka lotów kosmicznych, gdzie oszklonymi korytarzami przemierzało się koło rejonu treningów kosmonautów i sali z olbrzymim ekranem monitorującym przebieg lotów. Pomyślałem, że w ZSSR odstrzelono by nas bez pytania w odległości 20 km od takiego ośrodka.
Ze szkoleń na temat LNG zapamiętałem tygodniowy kurs techniki LNG, gdzie wykładowcami byli profesorowie uniwersytetu z Newcastle. Najstarszym kursantem z Polski był Zdzisiu Zięba, projektant z Prozametu. Wydawało się nam ,że cały czas śpi, gdyż miał oczy stale zamknięte. Na zakończeniu kursu, ku naszemu zdziwieniu wstał i przemówił merytorycznie podsumowując wszystkie wykłady. Otrzymał brawa. Nigdy nie dajmy się zwieść zamkniętym oczom!
Trzeci „Gas Tech”, w którym brałem udział, odbywał się w Monte Carlo. Wspominam go nie tylko z powodu atrakcyjności miejsca, ale z tego, że była to jedynie konferencja, bez normalnie towarzyszącej wystawy oraz wysokiemu poziomowi merytorycznemu wygłaszanych referatów i następnie dyskusji. Na tej konferencji dominowało towarzystwo Det Norske Veritas, uważające się za patrona systemu LNG Moss Rosenberg. Ponieważ zbudowaliśmy wiele statków dla Norwegii z klasą DNV, prelegenci w większości z DNV byli więc dla nas dobrymi od dawna znajomymi. Ale było to Monte Carlo!
Pociągało więc nas Casino. To słynne Grand Casino z obowiązkiem fraków było poza naszym zasięgiem. Ale to na dole z salą dla masowej turystyki, głównie turystów amerykańskich, to tak. Zeszliśmy ze Staszkiem. Ja siadłem do stołu „Black Jack”, po polsku „oczko”, Staszek do ruletki. Po 15 minutach Staszek stracił swoje żetony i musiał „pocałować stół”. Ja natomiast zmagałem się przez kilka godzin, ale przegrałem.
W hotelu rozmyślałem, dlaczego krupier mający mniejsze przywileje, w efekcie wygrywa. Krupier musiał dobierać kartę, gdy miał poniżej 17, natomiast musiał stawać powyżej 17, niezależnie jaką wielkość oczek mieli grający. Postanowiłem odegrać się stosując regułę obowiązującą krupiera. Następnego dnia odegrałem się. Ba! Nawet nadgrałem sumę wystarczającą na kolację dla 4-ch osób!
Dla e-muzeum opracował inż. Aleksander Kaczmarski
Generalny Projektant Stoczniowego Biura Projektowo – Konstrukcyjnego (BPK)
Wspomnienia o działalności reklamowej Stoczni im. Komuny Paryskiej i Stoczni Gdynia S.A.
