Początki pracy i trudne warunki w „barakach”.


Krótka historia zatrudnienia w Przychodni
Studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Gdańsku ukończyłam w 1965 r. Po uzyskaniu dyplomu odbyłam obowiązkowy 2-letni staż podyplomowy w Szpitalu Miejskim w Gdyni.

Po odbyciu stażu 1.12.1967r. rozpoczęłam pracę w Przychodni przy Stoczni Komuny Paryskiej w Gdyni.
Przychodnia była jedną z kilku placówek terenowych Obwodowej Przychodni Portowej w Gdyni, gdzie była siedziba naszej dyrekcji. Przychodnia zajmowała pomieszczenia w tzw. Barakach. Warunki pracy były prymitywne, gabinety małe, lekarz pracował razem z pielęgniarką co nie było komfortem dla pacjenta. Zdarzało się, że pacjent prosił, aby mógł bez udziału pielęgniarki przekazać swoje problemy lekarzowi. Stomatolodzy mieli jedno większe pomieszczenia, ich stanowiska były oddzielone kotarami.
W tamtym okresie kadrę lekarską tworzyło 7 lekarzy rejonowych:
- dr Adam Tundak (kierownik przychodni),
- dr Danuta Turowicz,
- dr Alina Winiarska,
- dr Czesław Kostrzak,
- dr Teresa Łozowska-Ogorzelska,
- dr Barbara Trzcińska,
- dr Janina Malina (autorka wspomnień).
W zespole pracowali również: chirurg dr Wojciech Sokolnicki, okulista, laryngolog dr Wolf oraz czterech stomatologów: dr Czesława Tarnawska, dr Anna Konderska, dr Aleksandra Dorenda i dr Hanna Kralewska.
Codzienność lekarska i wyzwania profilaktyki
Czynny był gabinet zabiegowy w którym pracująca pielęgniarka z dużym doświadczeniem była również dyspozytorem karetki pogotowia. Załoga stoczni oraz firmy kooperujące były podzielone na tzw. rejony lekarskie. Ilość podopiecznych wahała się od 1600–1900 osób.
Mój rejon VII obejmował opieką wydziały rurowni (R), kadłubowy (K-1), transport (HT) oraz kilka firm kooperujących. Moja praca polegała na przyjmowaniu pacjentów oraz profilaktyce (badania wstępne, okresowe, kontrolne). Pacjentów rejestrowano przez wydziały na określoną godzinę, ale dodatkowo dochodzili na bieżąco. Nie było sytuacji, żeby pacjent nie został przyjęty w dniu zgłoszenia.
Obowiązkowe były tzw. wizytacje, czyli przegląd stanowisk pracy z pracownikiem BHP i przedstawicielem kierownictwa Wydziału. Należało zapoznać się z warunkami pracy oraz zagrożeniami występującymi na danym stanowisku zarówno fizycznymi jak i chemicznymi.
Początki mojej pracy w Przychodni były bardzo stresujące. Na stażu mieliśmy lekarza prowadzącego, nie było osobistej odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Za leczenie odpowiadał lekarz prowadzący oraz ordynator. W Stoczni stanęłam przed decyzją błyskawicznej diagnozy i samodzielnym leczeniem. Bardzo dużo zawdzięczam dr Danucie Turowicz, która wprowadziła mnie w arkana pracy w Stoczni. Zaznajomiła mnie z prowadzeniem dokumentacji, zwłaszcza części dotyczącej profilaktyki. Chętnie korzystałam z jej doświadczenia i także „podpowiedzi” dr Tundaka. Wszyscy lekarze (zarówno rejonowi jak i specjaliści) byli bardzo życzliwi. W każdej sprawie, z każdym problemem można było liczyć na ich pomoc.
W 1969r. rozpoczęłam specjalizację z medycyny przemysłowej pod kierownictwem dr Adama Tundaka.
Nowy budynek i sprzęt światowej klasy (lata 70.)
W wydarzeniach grudniowych 1970r. nie uczestniczyłam, ponieważ wszystkie matki mające dzieci do lat trzech zostały na mocy decyzji kierownika Przychodni zwolnione z obowiązku pracy.
W styczniu 1971r. kierownikiem Przychodni został dr Czesław Bartnicki, który był lekarzem dużej wiedzy i talentu organizacyjnego, bardzo oddany pacjentom. Cieszył się autorytetem wśród lekarzy i stoczniowców. Nowy kierownik rozpoczął starania o budowę budynku Przychodni. Budowa trwała 2 lata i została zakończona w 1973r.
Byliśmy bardzo zadowoleni z przeprowadzki. Nowe gabinety spełniały wysoki standard jak ówczesne na ówczesne czasy – warunki pracy były doskonałe. Lekarze pracowali sami, a pielęgniarki miały gabinety obok. Każdy gabinet miał telefon, skąd był łatwy i szybki kontakt ze specjalistami w razie potrzeby pilnej konsultacji. Był specjalny pokój dla lekarza dyżurnego z zapleczem socjalnym. Chirurgia miała 3 gabinety lekarskie, salę zabiegową oraz pokój socjalny. Chirurdzy wykonywali drobne zabiegi i także zakładali gips. Ich zabiegi były na poziomie Pogotowia Ratunkowego. Dyspozytor Pogotowia pracował obok gabinetu zabiegowego, który był czynny całą dobę. Obok Pogotowia był pokój dla kierowców.
Od 1969r. Stocznia budowała statki dla armatora norweskiego. W ramach „wdzięczności” armator wyposażył przychodnię w najnowocześniejszy sprzęt, jak aparat RTG firmy SIEMENS (jedyny taki w województwie) i karetkę pogotowia. Ponieważ aparat RTG miał bardzo szerokie możliwości badań płuc, kości, przewodu pokarmowego oraz nie dawał zagrożeń promieniowaniem, z tego powodu władze Akademii Medycznej w Gdańsku uważały, że w Stoczni nie zostaną w pełni wykorzystane jego możliwości i należy go przenieść do Akademii Medycznej. Sprawa znalazła oddźwięk w KW PZPR, ale dyrekcja Stoczni ostatecznie załatwiła, że pozostał w naszej Przychodni i służy do dziś. Radiolog dr n. med. Olga Kopeć była lekarzem dużej wiedzy i autorytetu. Znała wszystkie tajniki tego aparatu i z dumą opowiadała i pokazywała go osobom zainteresowanym także spoza naszego województwa.
Pracownia RTG wykonywała dziennie kilkadziesiąt zdjęć płuc, które w znacznej części służyły dla celów profilaktycznych. W tym czasie za profilaktykę odpowiadała placówka zdrowia.
Za brak badań okresowych zakład pracy nie ponosił żadnych konsekwencji. Dlatego stoczniowcy nie byli zainteresowani odbiorem zdjęć, których setki leżały nie odebrane i zalegały w gabinecie RTG. Były to duże koszty, ponieważ klisze były kupowane za dewizy.
Służba zdrowia na najwyższym poziomie:
Stomatolodzy mieli przestronne gabinety wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt. Pacjenci mieli wygodne warunki oczekiwania na przyjęcie. Stomatologia miała oddzielną wewnętrzną rejestrację. Była też pracownia protetyczna. Zatrudnionych było 8 stomatologów oraz protetyk.
Nadzór nad stomatologią pełniła dr Maria Baczewska. Tutaj także pracowały dr Alicja Klimowicz, Krystyna Wojewska, Ewa Wielińska, Łosowska, Krystyna Kąkol, Maria Kołodziej, Hanna Kralewska oraz p. Fenikowska.
Na wizytę u stomatologa czekało się krótko (1–2 dni), pacjenci z bólem byli przyjmowani na bieżąco. Usługi protetyczne były bezpłatne.
Laboratorium wyposażone w nowoczesny sprzęt, którym wykonywano zakres badań na poziomie szpitala. Dziennie wykonywano do 150 badań. Pracą zespołu kierowała mgr Teresa Wróblewska, w laboratorium zatrudnionych było 6 laborantek. Nie było limitu przyjęć.
Zaległe badania wykonywano w ramach badań profilaktycznych. Odczynniki do badań były kupowane także za dewizy.
Gabinet audiometrii wykonywał badania słuchu dla celów profilaktycznych jak i chorych.
Rehabilitacja zajmowała pół piętra III. Była fizykoterapia i fizjoterapia. Pracowało 7 fizykoterapeutów oraz masażysta. Aparatura była bardzo kosztowna, nowoczesna a zakres zabiegów szeroki i odpowiadał leczeniu sanatoryjnemu. Korzystali z niej stoczniowcy i ich rodziny. Zakupiono aparat do krioterapii – wtedy to była absolutna nowość. Pracę działu rehabilitacji nadzorował rehabilitant lek. med. Maria Kozielecka. Zabiegi wykonywano od godz. 7.00 – 16.00. Pacjenci byli przyjmowani na bieżąco, jedynie krioterapia wymagała uzgodnienia terminu.
Karetka pogotowia była jedyną w Polsce tak bogato wyposażoną. Była to mała sala operacyjna, w której był także defibrylator (w owym czasie była to nowość w wyposażeniu karetki) i służyła wyłącznie do wyjazdów do wypadków. Otrzymanie tej karetki odbiło się echem w kraju. Ministerstwo Zdrowia zażyczyło sobie zaprezentowanie jej. W grudniu 1978r. zorganizowano w Warszawie pokaz najlepiej wyposażonych karetek w kraju. Z dumą z kierowcą prezentowaliśmy naszą karetkę, która wtedy była karetką Nr 1 w Polsce!
W okresie „szczytu gierkowskiego” świadczyliśmy usługi dla około 18–20 tys. podopiecznych. Byli to pracownicy Stoczni oraz firm kooperujących. W tym czasie w Przychodni zatrudnionych było 14 lekarzy rejonowych:
dr Czesław Bartnicki, Teresa Ogorzelska, Barbara Trzcińska, Joanna Paszkowicz, Halina Rogoś, Maria Ciara–Henicz, Teresa Likon, Halina Kwaśniak, Czesław Kostrzak, Jarosław Zych, Wiesława Matuszak – Król, Elżbieta Jarczewska, Ryszard Lichnicki, Katarzyna Wiśniewska, Katarzyna Kwiatkowska, Anna Zagajewska), 2 chirurgów – dr Wojciech Sokolnicki i Marian Dyr, radiolog dr Olga Kopeć, okulista dr Danuta Łąska, laryngolog, dr Halina Franciszkiewicz, dermatolog dr Stefan Kaszubowski, ginekolog dr Tadeusz Jagodziński, neurolog dr Małgorzata Olczak, rehabilitant dr Maria Kozielecka, kardiolog dr Elżbieta Rutkowska oraz na ½ etatu reumatolog.
Szczyt rozwoju i codzienne wyzwania (lata 70. i 80.)
Atmosfera w pracy była dobra. Współpraca z dr Bartnickim układała się wzorowo. Człowiek dużej wiedzy, kulturalny i rzeczowy w podejściu do każdej sytuacji. Dbał o to, aby każdą wątpliwość, skargę lub nieporozumienie rozwiązywano na bieżąco. Raz w miesiącu mieliśmy wewnętrzne szkolenie, gdzie omawiano trudne przypadki, różne problemy związane z pracą, a także współpracę z wydziałami. Skargi pacjentów rozwiązywano na bieżąco.
Działała komisja ds. lecznictwa uzdrowiskowego w skład której wchodziło 2 lekarzy, przedstawiciel Związków Zawodowych oraz przedstawiciel Działu Socjalnego. Stocznia dysponowała ok. 20–30 miejscami w sanatoriach w całym kraju w jednym turnusie. Korzystali z nich głównie pracownicy zatrudnieni na stanowiskach szkodliwych. Leczenie było w ramach L4. Zdarzało się wiele razy, że stoczniowcy rezygnowali z wyjazdu w ostatniej chwili. Wtedy nie można było znaleźć chętnego na ten termin i turnus niewykorzystany, a stoczniowcy nie ponosili żadnych konsekwencji.
Placówka pracowała w trybie całodobowym:
- 8:00–15:00: Przyjmowali lekarze rejonowi oraz poradnie specjalistyczne. Rejestracja Centralna (obsługiwana przez 5 rejestratorek) pracowała od 6:30.
- 15:00–8:00: Całodobowy dyżur pełnił lekarz, pielęgniarka oraz obsada karetki pogotowia.
Rejestracja Centralna pracowała od godz. 6.30 – 15.00, pracowało 5 rejestratorek. Pacjenci rejestrowani byli telefonicznie przez Wydziały, dochodzili na bieżąco i przyjmowano także emerytów.
Nie było sytuacji, aby pacjent, który zgłosił się do Przychodni nie został przyjęty. Jeżeli wymagał konsultacji specjalisty był przyjmowany bez dodatkowej rejestracji w tym samym dniu. Przeciętnie lekarz przyjmował 30-40 pacjentów, oprócz tego były badania wstępne, okresowe, kontrolne. W okresie nasilonych zachorowań liczba pacjentów przekraczała 40 a nawet 50. Była duża rotacja pracowników produkcyjnych. Dziennie wykonywaliśmy po ok. 30-40 badań wstępnych. Bywało, że około 80% z nich zwalniała się lub porzucała pracę po kilku dniach.
Pracownicy zatrudnieni w bezpośredniej produkcji wymagali bardzo szerokiego zakresu badań. Oprócz badań laboratoryjnych RTG płuc, specjalistycznych audiometrycznych na wielu stanowiskach wymagane były badania psychotechniczne. Pracownia psychotechniczna zatrudniała 3 psychologów. Pracownią psychologiczną kierowała mgr Halina Adamska.
Współpracowaliśmy ściśle z Działem BHP. Ponieważ większość stanowisk pracy wymagała tzw. charakterystyk stanowiska pracy, dlatego należało uzgodnić z inspektorem BHP zakresu badań toksykologicznych, pomiaru natężenia hałasu lub wibracji.
Bardzo dobrze układała się współpraca z kierownikiem Działu BHP mgr inż. Romanem Konieczką. Jego wiedza, etyka i rozeznanie warunków pracy w Stoczni imponowały. Zawsze mogliśmy liczyć na jego pomoc lub współpracowników. Administracyjnie podlegaliśmy dyrektorowi d/s pracowniczych.
Kierownikiem administracyjnym Przychodni był Zbigniew Brożek, człowiek wielkiej kultury. Na wszystkie nasze problemy zawsze reagował pozytywnie. W administracji pracowały także Genowefa Pochylska, Jadwiga Radtke, Teresa Rusak i Teresa Drobińska.
W 1972r. uzyskałam I stopień specjalizacji medycyny przemysłowej, a w 1976r. II stopień. Po uzyskaniu II stopnia specjalizacji i odbyciu kursów wystawiałam tzw. świadectwa morskie oraz zaświadczenia na prawo jazdy. Po specjalizacji dr Bartnicki zaproponował stanowisko zastępcy kierownika Przychodni, którą zaakceptowałam.
W czerwcu 1980r. nagle zmarł dr Bartnicki. Ze względu na dodatkowe moje zatrudnienie, gdzie pełniłam funkcję kierowniczą, nie chciałam przyjąć dodatkowo funkcji kierownika Przychodni mimo propozycji ze strony mojej dyrekcji i Stoczni.
Chociaż miałam pełny rejon, to zgodziłam się tymczasowo pełnić obowiązki kierownika Przychodni. Wiązało się to z koniecznością poświęcenia sporo czasu pracy administracyjnej często kosztem rodziny. W Służbie Zdrowia nie istnieje pojęcie nadgodzin.
Przychodnia wykonywała dużo sprawozdań i analiz narzuconych odgórnie dla różnych instytucji. Oprócz Min. Zdrowia także dla Wojewódzkiej Przychodni Przemysłowej, Sanepidu oraz dla KM PZPR. Każde sprawozdanie wymagało innych danych. Wymagało to dużego nakładu pracy z naszej strony.
W czasie strajków sierpniowych 1980r. zabezpieczaliśmy opieką medyczną pracowników Stoczni całą dobę. Pacjenci byli przyjmowani i obsługiwani na bieżąco na zasadzie pogotowia. Byli to głównie stoczniowcy, ale zgłaszali się także ludzie z „miasta” jeżeli nie mieli możliwości leczenia w miejscu zamieszkania. Dyżurowały 3 karetki pogotowia z pełną obsadą – lekarz, pielęgniarka i kierowca.
Po zakończeniu strajków sierpniowych, od 1 września 1980 roku rozpoczęliśmy normalną pracę. Przybyło nam tzw. zaległych pacjentów ze schorzeniami przewlekłymi. Odnotowaliśmy zwiększoną liczbę przyjęć chorych i badań profilaktycznych. Brakowało ludzi do pracy, zwłaszcza że Stocznia zwiększyła nabór szczególnie do bezpośredniej produkcji. Bardzo duża rotacja pracowników – zwłaszcza młodych – wymuszała dużą liczbę badań wstępnych. Badania były o szerokim zakresie: laboratoryjne, rtg płuc, audiometria, badania specjalistyczne i psychotechniczne.
Z polecenia Dyrektora Stoczni Czesława Skowrona zorganizowano w Przychodni wewnętrzną „komisję wojskową” której ja przewodniczyłam. Członkiem komisji był dr mjr Wojciech Sokolnicki oraz przedstawiciel kadr Stoczni. Stocznia organizowała ludzi, którzy na komisji poborowej nie otrzymali kat. A.
Dziennie przyjmowaliśmy ok. 100–120 osób, z których ok. 15–20% otrzymało zgodę na zatrudnienie. Większość z nich nie była zainteresowana pracą w Stoczni i mimo pozytywnej decyzji porzucała pracę po krótkim czasie. Wszyscy „kandydaci” mieli wykonane badania wstępne, z którymi były związane duże nakłady finansowe i czasowe.
Dyrektor Czesław Skowron organizował wyjazdowe spotkania o charakterze integracyjno–organizacyjnym w Ośrodku Wypoczynkowym w Wieżycy lub Jastrzębiej Górze. Omawiano na nich bieżące sprawy Przychodni i problemy współpracy z poszczególnymi komórkami Stoczni.
Współpraca z dyrekcją Stoczni układała się różnie. Wiele razy zarzucano nam, że stoczniowcy zbyt łatwo korzystają z zwolnień lekarskich. To była ingerencja w pracę lekarzy, dlatego musiałam odbyć wiele rozmów z dyr. Skowronem. Generalnie zawsze udało się nam dojść do porozumienia. Należy przyznać, że dyrektor zawsze otwarty był na uzasadnione potrzeby Przychodni.
Gdy przybywało pracowników to zwiększała się także liczba pracowników Przychodni.
W latach 1980–1990 było 16 rejonów lekarskich:
3 chirurgów, 2 radiologów, kardiolog, 3 okulistów, 3 laryngologów, dermatolog, ginekolog, 2 neurologów, rehabilitant, psychiatra.Lekarze rejonowi zmieniali się. Część odeszła, część robiła drugą specjalizację np. dr Kwiatek–laryngologię i przeszła do Poradni Laryngologicznej, dr Skrobisz–okulistykę i pracowała w Poradni Okulistycznej. Do zespołu chirurgów dołączył dr Andrzej Wróbel. Poradnię kardiologiczną przejęła dr Wanda Piotrowska.
W Poradni Dermatologicznej podjęła pracę dr Zofia Jurewicz. Do Poradni Neurologicznej dołączył dr Włodzimierz Jakubowski, a w gabinecie RTG pracę podjęła dr Elżbieta Kopeć. Do poradni okulistycznej dołączyła dr Alicja Mrozowska, a do poradni laryngologicznej dr Andrzej Krzeski.
Przyjęcia pacjentów zajmowały ok.70% czasu pracy, pozostałe godziny to–badania wstępne, okresowe, kontrolne i wizytacje stanowisk pracy. Nie było limitu przyjęć, każdy zgłaszający się pacjent był przyjmowany na bieżąco, także przez specjalistów. Stocznia pracowała na 3 zmiany.
Duże natężenia prac, pośpiech skutkowały licznymi wypadkami, w tym także śmiertelnymi. Braliśmy także udział w próbach morskich zabezpieczając medycznie załogę. Mimo dużej ilości pracy atmosfera była pogodna, ludzie życzliwi i nie było skarg ani narzekania.
„Solidarność” zakupiła aparat USG. Miało to bardzo prestiżowe znaczenie dla Przychodni, ponieważ wcześniej pacjenci jeździli na te badania do Gdańska. Byliśmy jedną z pierwszych Przychodni w Gdyni posiadających taki aparat. Po odbyciu stosownych kursów badania USG wykonywała dr Elżbieta Kopeć oraz dr Wiesława Matuszak–Król. Z badań korzystały także rodziny stoczniowców.
W Przychodni otwarto zakład optyczny z siedzibą przy gabinecie okulistycznym, który miał szeroki wachlarz usług. Także działała apteka czynna od godz. 7.00 do 15.00, gdzie zatrudnionych było 3 mgr farmacji.
Duża część aparatury, jak RTG laboratorium fizykoterapii wymagało konserwacji oraz naprawy w razie awarii. Dlatego zatrudnionych było 3 do 4 konserwatorów, którzy zabezpieczali płynność pracy sprzętu.
Grudzień 1981r. Decyzją dyrektora Stoczni na 14 dni zamieszkałam” w Przychodni. Funkcję szefa służby zdrowia pełnił lekarz wojskowy. Natomiast stomatolog, laborantka, kierowca karetki pogotowia z pielęgniarką i ja byliśmy służbą zabezpieczającą Stocznię. Pacjentów w stanie wojennym nie przyjmowaliśmy.
W styczniu 1982r. gdy Stocznia podjęła pracę, wtedy Przychodnia wznowiła usługi w pełnym zakresie. Musieliśmy odrobić okres zamknięcia, przybyło sporo pacjentów przewlekle chorych. Ruszył nabór do pracy, wykonywaliśmy w Przychodni 80-100 badań wstępnych dziennie.
Dziennie przyjmowano 30-50 osób, wzrastało zatrudnienie w bezpośredniej produkcji, pacjenci byli rejestrowani przez wydziały, dochodzili chorzy ze zmiany popołudniowej. Pogotowie ratunkowe z pełną obsadą pracowało całą dobę.
Przychodnia była pod nadzorem służb specjalnych czego osobiście doświadczyłam. Atmosfera w pracy była napięta i czuło się nieufność i niepokój. Występowała spora rotacja lekarzy, było wrażenie chaosu i mniejszego zaangażowania pracą.
W 1982r. kierownikiem Przychodni został dr Cezary Zięba, a ja nadal pełniłam funkcję kierownika. W latach 1983–1985 miałam bezpłatny urlop w Stoczni, zatrudniłam się w PLO jako lekarz okrętowy.
W 1989r. do zespołu dołączył dr Aleksander Żurkowski, który w 1993 r. został kierownikiem Przychodni. Po odejściu dr Jakubowskiego pracował dodatkowo w Poradni Neurologicznej.
W 2000r. Przychodnia przekształciła się w spółkę EUROMEDICUS, której prezesem została p. Małgorzata Stanibuła. Załoga Stoczni zdecydowanie się zmniejszyła i zmniejszyła się liczba pracowników Przychodni. Podjęłam pracę w innej placówce, a w Stoczni pozostałam na ½ etatu. W 2005r. przeszłam na emeryturę.
Wyjątkowy jubileusz
12 października 2023r. odbyła się uroczystość upamiętniająca 50-lecie przekazania do użytku budynku Przychodni . Z tej okazji Pani Prezes Zarządu Przychodni Aneta Tucka zorganizowała uroczystość, którą otworzyła i wygłosiła słowo wstępne. Następnie mnie poproszono o wystąpienie, w którym przedstawiłam krótko historię Przychodni. Jeszcze głos zabrali m.in. Prezes Jerzy Miotke, Janusz Śniadek i inni.
Po części oficjalnej Pani Prezes poprosiła mnie do wspólnego odsłonięcia tablicy pamiątkowej tarasu w Przychodni, który został nazwany moim imieniem. Pamiątkowe zdjęcia z tej okazji przedstawiam poniżej







Pewnym, miłym zresztą uzupełnieniem uroczystości odsłonięcia tablicy pamiątkowej było umieszczenie na ścianie korytarza (pierwsze piętro) w budynku Przychodni zdjęcia krzaku kwitnącej maliny. (Fotka Domena publiczna powyżej).
Dla e-muzeum napisała
dr Janina Malina–pracownik Przychodni przy Stoczni
im. Komuny Paryskiej w Gdyni i Stoczni Gdynia S.A.
Gdynia, we wrześniu 2026 r.
